Pierwsze dopasowanie sprzętu po odbiorze: lista rzeczy do sprawdzenia z terapeutą

0
4
Rate this post

Z tego wpisu dowiesz się:

Przygotowanie do pierwszego dopasowania: co ustalić przed wizytą

Różnica między odbiorem sprzętu a pierwszym dopasowaniem terapeutycznym

Odbiór sprzętu rehabilitacyjnego to głównie moment, w którym fizycznie otrzymujesz wózek, siedzisko, pionizator czy inny wyrób medyczny. Sprawdza się wtedy zgodność z zamówieniem, dokumenty, podpisuje protokoły. Pierwsze dopasowanie terapeutyczne to zupełnie inny etap: tu w centrum jest człowiek, jego ciało, funkcja i bezpieczeństwo, a nie sama rama czy numer seryjny.

Przy odbiorze technik zwykle:

  • pokazuje podstawową obsługę (składanie, hamulce, blokady),
  • prosi o podpisanie potwierdzeń,
  • przekazuje instrukcję obsługi.

Przy pierwszym dopasowaniu terapeuta:

  • ogląda użytkownika na sprzęcie w różnych pozycjach,
  • reguluje kąty, wysokości, pasy, podparcia,
  • ocenia komfort, ból, stabilność i możliwości ruchowe,
  • sprawdza, czy sprzęt wspiera cele rehabilitacyjne (np. aktywizację, profilaktykę odleżyn, niezależność).

Jeśli oba etapy zostaną „wrzucone” w jedno krótkie spotkanie, zwykle coś umyka: albo nie ma czasu na staranne dopasowanie, albo użytkownik wychodzi z nie do końca sprawdzonym sprzętem. Dlatego dobrze, gdy odbiór i pierwsze dopasowanie są zaplanowane jako dwa osobne momenty, choćby w tym samym dniu, ale z wyraźnym przejściem: najpierw kontrola sprzętu, potem praca z terapeutą.

Jaką dokumentację i informacje zabrać na pierwsze dopasowanie

Im pełniejszy obraz sytuacji przekażesz terapeucie, tym trafniejsze będą decyzje o ustawieniach. Wiele rzeczy, które pacjent uważa za „oczywiste”, jest dla osoby widzącej go pierwszy raz zupełnie nieczytelnych.

Warto mieć przy sobie:

  • orzeczenia, zaświadczenia, wypisy ze szpitala – szczególnie te, które opisują stan neurologiczny, ortopedyczny, przykurcze, niestabilność stawów, skoliozy;
  • zalecenia lekarza specjalisty – np. „wymagana pozycja półleżąca”, „zakaz pełnego zgięcia biodra powyżej 90°”, „konieczność profilaktyki przeciwodleżynowej na poziomie wysokiego ryzyka”;
  • wcześniejsze zdjęcia lub krótkie nagrania – jak użytkownik siedział w starym wózku, na zwykłym krześle, w samochodzie; dobrze pokazują nawykową postawę i kompensacje;
  • listę dolegliwości – gdzie boli, po jakim czasie siedzenia, w jakich sytuacjach; nie tylko „bolą plecy”, ale np. „po 20 minutach zaczyna ciągnąć w prawym barku”, „wieczorem piecze skóra pod lewą kością kulszową”;
  • informacje o wcześniejszych odleżynach – gdzie były, jak często nawracały, co je wywoływało (np. zbyt twarde siedzisko, ucisk pasa);
  • wyciąg z pomiarów (jeśli był robiony wcześniej) – szerokość bioder, długość uda, długość podudzia, zasięg rąk.

Dobrą praktyką jest spisanie wszystkich obserwacji w notatniku lub telefonie. W stresie odbioru sprzętu wiele szczegółów po prostu „ucieka z głowy”. Lista pytań i problemów bardzo ułatwia rozmowę z terapeutą i pozwala przejść przez dopasowanie bardziej systematycznie.

Przygotowanie użytkownika: ubiór, kondycja, leki i czas

To samo ustawienie sprzętu może działać świetnie w jednych warunkach, a kompletnie nie zdawać egzaminu w innych. Dlatego warto zadbać, by podczas pierwszego dopasowania warunki były możliwie zbliżone do codzienności.

Kluczowe kwestie:

  • Ubiór – dobrze, aby użytkownik miał na sobie takie warstwy, jakich zwykle używa: jeśli zimą nosi ciepły sweter i grubą kurtkę, a latem cienką bluzkę, można umówić się na dopasowanie w „zimowym wariancie” i omówić z terapeutą, co się zmieni latem (np. czy pas biodrowy będzie wtedy wymagał innego dociągnięcia). Zbyt grube ubrania na dopasowaniu „próbym” w lekkiej koszulce powodują później zbyt ciasne podparcia i uciski.
  • Poziom zmęczenia – dopasowanie wózka czy siedziska trwa, bywa że kilkadziesiąt minut z licznymi zmianami pozycji. Jeśli użytkownik przyjedzie skrajnie zmęczony, odwodniony, po nieprzespanej nocy, jego ciało będzie reagować inaczej niż zwykle, a pozycja może wyglądać gorzej niż na co dzień.
  • Przyjmowane leki – szczególnie te wpływające na napięcie mięśniowe, ból czy krążenie. Dobrze, gdy w czasie dopasowania użytkownik jest mniej więcej w takim samym „oknie działania” leków, w jakim będzie przebywać w sprzęcie w codziennym życiu.
  • Zapas czasu – pośpiech jest jednym z głównych wrogów pierwszego dopasowania. Jeśli wiesz, że po 40 minutach musisz wyjść, bo np. dojeżdża transport, część rzeczy zostanie zrobiona „na skróty”. Lepiej zarezerwować co najmniej 1–1,5 godziny, a w przypadku skomplikowanych potrzeb – jeszcze więcej.

Ustalenie głównego celu: sprzęt „domowy” czy „wyjazdowy”

Ten sam typ wózka, fotelika czy siedziska można ustawić bardzo różnie, w zależności od tego, co jest priorytetem. Dobrze jest na początku jasno nazwać z terapeutą, do czego sprzęt ma służyć w pierwszej kolejności.

Najczęstsze scenariusze:

  • Sprzęt „domowy” – użytkownik spędza w nim kilka lub kilkanaście godzin dziennie, często w jednej przestrzeni. Kluczowe są: komfort, odciążenie, profilaktyka odleżyn, stabilizacja tułowia i głowy, możliwość odpoczynku w tej samej pozycji.
  • Sprzęt „wyjazdowy”/aktywnościowy – sprzęt służy głównie poza domem: do szkoły, pracy, spacerów, zajęć. Tu rośnie znaczenie swobody ruchu, dostępu do otoczenia, samodzielnego napędzania wózka lub obsługi napędu elektrycznego, transportu w samochodzie.

Te dwie logiki często stoją w lekkiej sprzeczności. Pozycja „bardzo wygodna” bywa mniej aktywna (większy przechył, wyższe oparcie, więcej podparć bocznych), natomiast pozycja „bojowa” do samodzielnego poruszania się wymaga większej pracy tułowia i rąk kosztem komfortu. Dobrze to otwarcie omówić z terapeutą i świadomie zdecydować, który biegun jest ważniejszy – albo szukać kompromisu, w którym np. część czasu użytkownik spędza w pozycjach aktywniejszych, a część bardziej odciążających.

Podział ról: terapeuta, technik, użytkownik i opiekun

Na pierwszym dopasowaniu często są obecne trzy osoby „zawodowe”: terapeuta (np. fizjoterapeuta, terapeuta zajęciowy), technik lub przedstawiciel firmy oraz lekarz (rzadziej). Do tego użytkownik i często opiekun. Jasne ustalenie, kto za co odpowiada, oszczędza napięć i nieporozumień.

Najprościej przyjąć podział:

  • Terapeuta – odpowiada za stronę kliniczną: postawę, bezpieczeństwo, profilaktykę odleżyn, ochronę stawów, funkcjonalność pozycji. To on/ona sugeruje, jak ustawić miednicę, kąt oparcia, wysokość podparć, aby odpowiadało to stanowi zdrowia.
  • Technik / serwisant – odpowiada za stronę techniczną i zgodność ustawień z możliwościami sprzętu. Wie, które śruby można (i wolno) poluzować, jak daleko przesunąć moduły, co jest dopuszczalne, a co naruszy gwarancję lub bezpieczeństwo konstrukcji.
  • Użytkownik – decyduje o swoim komforcie. Tylko on może powiedzieć, czy coś uwiera, pali, ciągnie, czy czuje się pewnie. Jego subiektywne odczucie jest tak samo ważne jak „obiektywnie poprawna” pozycja.
  • Opiekun – sygnalizuje, czy będzie w stanie na co dzień korzystać z danego ustawienia: podnosić sprzęt, zmieniać pozycję, przepinać pasy, manewrować w mieszkaniu, łazience, samochodzie.

Dobrym zwyczajem jest, aby na początku spotkania terapeuta wprost zapytał użytkownika i opiekuna, czego najbardziej oczekują, a technik na końcu dokładnie pokazał, które regulacje mogą oni samodzielnie wykonywać w domu, a z czym lepiej nie eksperymentować bez konsultacji.

Pierwsze spojrzenie na sprzęt: kontrola zgodności z zamówieniem

Weryfikacja modelu, rozmiaru i wersji wyposażenia

Zanim użytkownik usiądzie na nowym sprzęcie, dobrze jest potraktować go jak produkt: sprawdzić, czy to dokładnie to, co zostało zamówione. Nawet najlepiej przeprowadzone dopasowanie terapeutyczne nie naprawi sytuacji, jeśli sprzęt od początku jest w złym rozmiarze lub wersji.

Warto porównać:

  • model i producenta – czy nazwa na ramie i w dokumentach zgadza się z ofertą i wnioskiem refundacyjnym;
  • rozmiar ramy / siedziska – szerokość i głębokość siedziska w centymetrach; często na ramie jest oznaczenie typu „38”, „42”;
  • wersję oparcia – np. oparcie sztywne vs tapicerowane, z możliwością regulacji wysokości lub bez;
  • rodzaj kół i hamulców – koła z szybkozłączką lub stałe, hamulce standardowe czy bębnowe (dla opiekuna);
  • maksymalne obciążenie – czy dopuszczalna masa użytkownika pokrywa się z rzeczywistością z zapasem bezpieczeństwa.

Jeśli sprzęt ma inne parametry niż zamówione (np. węższe siedzisko, brak regulacji oparcia), dalsze dopasowanie może prowadzić do pozornych kompromisów, które w codziennym użytkowaniu będą po prostu niebezpieczne lub niewygodne. Lepiej zatrzymać się na tym etapie i wyjaśnić sprawę z dostawcą, niż „na siłę” ustawiać coś, co od początku nie spełnia założeń.

Kontrola akcesoriów i elementów regulacyjnych

Wielu użytkowników zakłada, że jeśli coś było zaznaczone we wniosku lub w ofercie, to na pewno jest w zestawie. Tymczasem akcesoria niemal zawsze montowane są modułowo i pomyłki (lub oszczędności) zdarzają się częściej, niż by się chciało.

Razem z terapeutą i technikiem warto przejść „na sucho” przez wszystkie elementy:

  • pasy i kamizelki – biodrowy, piersiowy, pięciopunktowy; sprawdzić, czy są, czy dają się wyregulować, czy klamry działają lekko, ale pewnie;
  • zagłówek – czy jest zamontowany, czy ma regulację wysokości i głębokości, czy można zmieniać kąt i ewentualne skrzydełka boczne;
  • podpórki boczne tułowia – czy są w ogóle na wyposażeniu, czy można regulować ich szerokość, wysokość i kąt;
  • podłokietniki – regulacja wysokości, długości, możliwość odchylenia lub demontażu do transferu;
  • podnóżki – czy oba są, czy mają regulację wysokości, ewentualnie kąta, czy można je odchylić na bok lub zdjąć;
  • dodatki – stolik, klin międzykolanowy, pas odwodzący, hamulec dla opiekuna, oświetlenie w wózkach elektrycznych.

Krytyczna jest nie tylko obecność tych elementów, ale też ich regulowalność. Sprzęt, który ma teoretycznie wszystko, ale np. podłokietniki są nieruchome, a siedzisko nie ma regulacji kąta, będzie często zbyt „sztywne” do indywidualnego ustawienia. Warto upewnić się z technikiem, jak daleki jest zakres regulacji – czy np. podnóżki mają margines kilku centymetrów w górę i dół, czy tylko symboliczny.

Sprzęt katalogowy a konfiguracja indywidualna

Na rynku funkcjonują dwa główne podejścia do sprzętu: wersje katalogowe (standardowe modele w kilku rozmiarach) oraz konfiguracje indywidualne (składane z modułów lub wykonywane „pod miarę”). Podczas pierwszego dopasowania warto wiedzieć, z którym typem masz do czynienia.

Sprzęt katalogowy:

  • ma z góry określone rozmiary (np. 36, 40, 44 cm szerokości),
  • często ma ograniczony zakres regulacji,
  • jest szybszy w produkcji, ale mniej precyzyjnie „skrojony” na ciało.

Konfiguracja indywidualna:

  • powstaje na podstawie dokładnych pomiarów i wywiadu,
  • ma więcej punktów regulacji (kroki po 0,5–1 cm, wymienne moduły),
  • często wymaga pierwszego dopasowania jeszcze zanim trafi do użytkownika (np. na „manekinie” pomiarowym).

Próba „na sucho” i sprawdzenie działania mechanizmów

Zanim użytkownik usiądzie, przydaje się krótki „przegląd techniczny w ruchu”. Chodzi o to, aby sprzęt działał przewidywalnie, bez zacięć i niespodzianek w momencie, gdy siedzi w nim człowiek.

Przydatne jest krótkie przejście krok po kroku:

  • składanie i rozkładanie (jeśli dotyczy) – czy mechanizm wymaga dużej siły, w jakiej kolejności trzeba odblokować zatrzaski, czy jest ryzyko przytrzaśnięcia palców;
  • regulacja podstawowych kątów – odchylenie oparcia, pochylenie siedziska, zmiana wysokości podnóżków „na pusto”, aby wyczuć, w którym miejscu chodzi najciężej;
  • blokady i hamulce – zaciśnięcie i odblokowanie kilka razy pod rząd, sprawdzenie, czy wózek nie „prześlizguje się” przy zablokowanych kołach;
  • obracanie modułów – podnóżki odchylane na bok, odpinane stoliki, ruchome podłokietniki; dobrze zobaczyć, jak szeroki jest ich zakres, zanim będą musiały pracować „pod człowiekiem”.

Różnica pomiędzy wózkiem „intuicyjnym” a takim, który trzeba za każdym razem rozgryzać, jest odczuwalna na co dzień. Opiekun, który za każdym razem szarpie się z blokadą podnóżka, szybciej zacznie szukać skrótów – a to często oznacza gorsze pozycjonowanie użytkownika.

Wózek inwalidzki na piaszczystej plaży z widokiem na morze
Źródło: Pexels | Autor: Lucas Andrade

Pozycja siedząca z terapeutą: ocena od stóp do głowy

Pierwsze posadzenie: spokojnie, bez „dociskania”

Pierwsze wsadzenie użytkownika do sprzętu to nie test „na ciasno”, tylko punkt wyjścia. Chodzi o to, żeby ciało mogło „ułożyć się” w nowym siedzisku, a terapeuta zebrał pierwsze obserwacje.

Dobrze, jeśli:

  • użytkownik siada najpierw bez pasów, przy lekko „otwartych” regulacjach (np. nie maksymalnie dociśnięte podparcia boczne),
  • miednica ma możliwość drobnego „przesiąknięcia się” w głąb siedziska – nie jest natychmiast przyblokowana paskami,
  • opiekun i technik pomagają tylko tyle, ile potrzeba do bezpieczeństwa, nie korygują na siłę ustawień postawy rękami.

Różnica między osobą napinaną a osobą „puszczoną” w nowym wózku jest ogromna. Jeśli już na starcie ciało zostanie ustawione bardzo sztywno (pasy mocno dociągnięte, podparcia „na styk”), później trudno ocenić, które napięcia wynikają z choroby, a które z samej konfiguracji sprzętu.

Ocena ustawienia miednicy: fundament całej pozycji

Miednica to punkt wyjścia. Można mieć idealny zagłówek i podłokietniki, ale jeśli miednica „ucieka” – cała pozycja będzie się za chwilę rozpadać.

Przy pierwszym dopasowaniu terapeuta zazwyczaj sprawdza trzy rzeczy:

  • pozycja przód–tył – czy miednica nie jest zbyt mocno „przesunięta” do przodu (tzw. ślizganie się z siedziska) lub za bardzo wypchnięta w tył przez oparcie lub klin;
  • ustawienie w płaszczyźnie czołowej – czy jedna strona miednicy nie jest wyżej (przechył miednicy), co później „wciąga” kręgosłup w skoliozę;
  • rotacja – czy jedna połowa miednicy nie jest wysunięta bardziej do przodu (rotacja), co w praktyce objawia się inną długością uda po każdej stronie.

Przy dwóch podobnych użytkownikach terapeuta często będzie podejmować inne decyzje. Dla osoby, która ma stabilną miednicę i chce więcej samodzielności, dopuści się odrobinę większą swobodę. U osoby z dużą spastycznością priorytetem jest takie „ułożenie” miednicy, żeby nie generowała dalszych kompensacji w górze ciała – czasem kosztem części ruchomości.

Kolana, stopy i linia ud: symetria kontra realne ograniczenia

Kolejny krok to „dolne piętro” – ustawienie ud, kolan i stóp. Na papierze idealem jest symetria. W praktyce często zderzamy się z przykurczami, bólem, różnicą długości kończyn.

Podczas oceny z terapeutą porównuje się m.in.:

  • kąt w stawie kolanowym – czy użytkownik jest w stanie usiąść z mniej więcej równymi kątami po obu stronach, czy jedna noga wymaga większego zgięcia lub wyprostu;
  • położenie stóp na platformie – czy pięty w ogóle „osiągają” podnóżki, czy stopy uciekają na zewnątrz lub do środka, czy nie wiszą w powietrzu;
  • relację uda do siedziska – czy całe udo jest podparte, czy „wisi” w powietrzu, czy nie ma nadmiernego ucisku pod kolanem.

Tu często ujawnia się różnica w podejściu: jedni terapeuci wolą utrzymać możliwie równą pozycję obu nóg, nawet jeśli wymaga to klinów, pasów, rolek pod stopy. Inni godzą się na lekką asymetrię, jeśli dzięki niej użytkownik siedzi spokojniej, bez bólu, i potrafi lepiej korzystać z rąk. Podstawą decyzji jest informacja: co jest dla danej osoby ważniejsze – ochrona stawów i profilaktyka deformacji czy komfort funkcjonalny tu i teraz.

Tułów i głowa: ile podparcia, ile pracy własnej

Górne partie ciała często budzą najwięcej emocji, bo tu się „widzi” postawę. Z perspektywy codziennego funkcjonowania kluczowe są jednak dwie rzeczy: czy użytkownik może swobodnie oddychać i czy widzi to, co powinien.

Podczas oceny terapeuta zwykle analizuje:

  • ustawienie klatki piersiowej – czy nie jest zapadnięta, czy pasy nie blokują ruchów oddechowych, czy przechył tułowia nie powoduje ciągłego „zwieszenia” na jednym podparciu bocznym;
  • pozycję głowy – czy użytkownik jest w stanie spojrzeć przed siebie bez ciągłego odchylania głowy w tył lub schylania do klatki piersiowej,
  • zakres kontroli aktywnej – ile czasu osoba jest w stanie utrzymać głowę samodzielnie, zanim „opadnie” na zagłówek.

Tu pojawia się klasyczne rozróżnienie: pozycja „treningowa” oraz „odpoczynkowa”. W tej pierwszej ustawia się więcej swobody (niższe oparcie, mniej agresywne podparcia boczne), aby zachęcić do pracy tułowia i głowy. W pozycji odpoczynkowej dopuszcza się większe odchylenie oparcia, mocniejsze podparcie boczne, bardziej aktywny zagłówek. Dobrze, jeśli sprzęt pozwala płynnie przechodzić pomiędzy tymi wariantami w ciągu dnia.

Regulacja siedziska i oparcia: komfort kontra stabilizacja

Szerokość i głębokość siedziska: „przytulenie” czy luz roboczy

Siedzisko zbyt wąskie będzie uciskało uda i biodra, za szerokie – pozwoli miednicy „pływać” z boku na bok. Podobnie z głębokością: przy zbyt krótkim siedzisku ciało łatwo się zsuwa, przy zbyt długim uciska dół podkolanowy.

Podczas pierwszego dopasowania porównuje się dwa podejścia:

  • ustawienie „ciasne” – niewielki luz po bokach, głębokość kończąca się 1–2 palce przed dołem podkolanowym; daje lepszą kontrolę postawy, ale może szybciej męczyć, szczególnie przy zmianach napięcia mięśni;
  • ustawienie „z luzem” – kilka dodatkowych milimetrów lub centymetr luzu na szerokość, minimalnie mniejsza głębokość; trochę gorsza kontrola, ale łatwiej zmieniać ułożenie nóg i miednicy w ciągu dnia.

Dla osoby spędzającej w sprzęcie większość dnia częściej wybiera się wariant bliżej „luzu roboczego”. U kogoś, kto korzysta z wózka głównie do aktywnego napędzania i krótszych przejazdów, ciaśniejsze ustawienie może przełożyć się na lepszą efektywność ruchów i mniejszą utratę energii na „stabilizowanie się”.

Kąt siedziska (tilt) i kąt oparcia: różne strategie odciążania

Dwa najważniejsze narzędzia pracy z pozycją to kąt pochylenia siedziska oraz kąt oparcia. W uproszczeniu: tilt (pochylenie całego siedziska) wpływa głównie na rozkład ciężaru między miednicą a plecami, a kąt oparcia – na otwarcie lub zamknięcie kąta biodrowego.

Można wyróżnić trzy typowe konfiguracje:

  • mały tilt, niewielkie odchylenie oparcia – pozycja bardziej pionowa, „aktywną”; korzystna do samodzielnego napędzania, pracy przy stoliku, kontaktu wzrokowego na wysokości rówieśników, ale mniej odciążająca;
  • większy tilt przy umiarkowanym odchyleniu oparcia – ciało „wpada” głębiej w siedzisko, miednica jest stabilniejsza, a ciężar częściowo przechodzi na oparcie; dobre rozwiązanie dla osób z tendencją do zsuwania się, z ryzykiem odleżyn w okolicy kulszowej;
  • niewielki tilt, duże odchylenie oparcia – pozycja bardziej „leżąca”, często wykorzystywana do odpoczynku; mniejsza aktywność tułowia, ale łatwiej odciążyć klatkę piersiową i głowę.

Terapeuta, ustawiając te kąty, zwykle prowadzi krótkie „testy”: prosi użytkownika o wykonanie kilku zadań (sięgnięcie do kół, uniesienie ręki, kaszlnięcie, powiedzenie kilku zdań) w różnych konfiguracjach. Różnice bywają zaskakujące – czasem niewielkie zwiększenie tiltu o kilka stopni znacznie poprawia komfort mowy i oddychania.

Wysokość i kształt oparcia: swoboda łopatek czy „gorset”

Kolejna oś decyzji to wysokość oparcia względem łopatek i kształt samego podparcia. Można porównać dwa skrajne podejścia.

Oparcie niższe, kończące się pod dolnym kątem łopatek:

  • pozwala swobodniej pracować obręczy barkowej, co jest ważne przy samodzielnym napędzie,
  • mniej „pcha” klatki piersiowej, sprzyjając pełniejszemu oddechowi,
  • wymaga jednak lepszej kontroli tułowia – u osób z wiotkością może prowadzić do „zawijania się” w przód.

Oparcie wyższe, obejmujące łopatki, czasem aż do barków:

  • bardziej stabilizuje klatkę piersiową i górny odcinek kręgosłupa,
  • daje użytkownikowi poczucie „otulenia”, co bywa ważne przy lęku przed upadkiem,
  • ogranicza jednak zakres swobodnych ruchów rękami w tył i w bok.

Przy pierwszym dopasowaniu często zaczyna się od wyższego wsparcia, a następnie stopniowo „oddaje się” trochę swobody, obserwując, czy nie rośnie kompensacja (np. przechył na bok, zapadanie w przód). Sprzęty z modułowym oparciem (regulowana wysokość, wymienne segmenty) dają tu większe pole manewru niż jednolite skorupy.

Tapicerka, poduszki i materiały: twardo czy miękko

Komfort siedzenia to nie tylko geometria, ale także „miękkość” siedziska i oparcia. Wiele osób instynktownie wybiera bardzo miękkie poduszki, które początkowo wydają się wygodniejsze. Długoterminowo bywa odwrotnie.

Można porównać trzy typowe rozwiązania:

  • poduszki piankowe – dobrze „odpowiadają” na kształt ciała, są stosunkowo lekkie, ale jeśli pianka jest zbyt miękka, ciało szybko zapada się do twardej podstawy; zbyt twarda będzie dawała uczucie „siedzenia na desce”;
  • systemy pianka + żel lub powietrze – lepsza redystrybucja nacisku przy ryzyku odleżyn, ale wymagają dbałości (np. dopompowywanie), a przy złej regulacji mogą właśnie zwiększać punktowy ucisk;
  • profilowane siedziska i oparcia – dają większą kontrolę ustawienia miednicy i ud, za cenę mniejszej możliwości zmiany pozycji w ciągu dnia.

Na pierwszym dopasowaniu ważne jest, aby użytkownik posiedział dłużej niż kilka minut w jednej konfiguracji. Ból lub drętwienie często pojawia się dopiero po 15–20 minutach. Różnica między „miękko, ale niestabilnie” a „stabilnie, ale początkowo twardo” staje się wtedy dużo wyraźniejsza.

Ustawienie podnóżków, podłokietników i podparć bocznych

Podnóżki: długość, kąt i szerokość ustawienia stóp

Podnóżki mają jednocześnie podtrzymać nogi, odciążyć uda i nie prowokować ślizgania miednicy. To, jak zostaną ustawione, przekłada się też na łatwość transferów i manewrowania w ciasnych przestrzeniach.

Przy regulacji bierze się pod uwagę kilka parametrów:

Parametry ustawienia podnóżków w praktyce

Podczas pierwszego dopasowania podnóżki reguluje się zwykle kilkukrotnie, zmieniając pojedynczy parametr i wracając do obserwacji całej sylwetki. Do omówienia z terapeutą są przede wszystkim:

  • długość podnóżka – stopy powinny spoczywać płasko lub na lekkim zgięciu, bez „wiszących” pięt ani palców podwiniętych do dołu; zbyt krótki podnóżek wypycha kolana do góry i zwiększa ucisk pod udami, zbyt długi powoduje zsuwanie się z siedziska;
  • kąt względem podłoża – ustawienie pod kątem prostym do goleni daje zwykle bardziej stabilne podparcie, ale przy przykurczach prostowników lub zgięciowych stawów skokowych korzysta się z ustawień pośrednich, aby nie prowokować bólu;
  • szerokość i rozstaw stóp – węższy rozstaw zwiększa symetrię i „zamyka” kolana, szerszy odciąża przywodziciele, ale może utrwalać pozycję „w żabkę”.

Przy osobach z dużą spastycznością często porównuje się dwa podejścia: ustawienie stóp bardzo stabilnie (wysokie zabudowane podparcia pięt i boczne ograniczniki) oraz wariant z mniejszym „zamknięciem”, pozwalający stopom lekko zmieniać pozycję. Pierwsze sprzyja kontrolowanej postawie, drugie zmniejsza ryzyko bolesnych skurczów przy nagłym wzroście napięcia.

Podparcie stóp a transfery i manewrowanie

To, co jest wygodne w pozycji siedzącej, nie zawsze sprawdza się przy przesiadaniu. Przy osobach, które samodzielnie lub częściowo samodzielnie wykonują transfer, porównuje się zwykle dwa scenariusze:

  • podnóżki stałe, wysoko ustawione – dają stabilną bazę podczas jazdy, ale utrudniają przesiadanie się bokiem oraz wymagają dużej uwagi przy zbliżaniu się do łóżka czy sedesu;
  • podnóżki uchylne lub odpinane – ułatwiają postawienie stóp na podłodze, poprawiają bezpieczeństwo transferu, lecz przy częstym odpinaniu szybciej się zużywają i wymagają dobrej organizacji przestrzeni (żeby nie gubić elementów).

Terapeuta zwykle prosi, aby użytkownik, o ile to możliwe, choć raz spróbował typowego transferu podczas pierwszego dopasowania. Często dopiero wtedy okazuje się, że „idealna” wysokość podnóżków do jazdy jest niepraktyczna przy samodzielnym wstawaniu lub przesiadaniu się bokiem.

Podłokietniki: między podparciem a swobodą barków

Podłokietniki wydają się prostym elementem, ale ich wysokość, długość i kształt mocno wpływają na pozycję barków, szyi oraz skuteczność napędu wózka. Przy regulacji analizuje się kilka aspektów.

Wysokość podłokietników decyduje o tym, czy barki będą rozluźnione, czy nieustannie „w uszach”. Zbyt niskie podparcie wymusza opieranie się tylko o jedną stronę lub ciągłe „szukanie” oparcia, zbyt wysokie – powoduje uniesienie barków, napięcie karku i ból głowy po kilku godzinach. Ustawienie optymalne to takie, w którym przedramię może swobodnie spoczywać, a bark pozostaje w pozycji neutralnej, bez unoszenia ani opadania.

Długość i kształt podłokietników to zwykle wybór pomiędzy:

  • podłokietnikiem długim – lepsze wsparcie przy przesiadaniu się przodem, więcej miejsca na oparcie przedramienia, ale czasem koliduje ze stołami i ogranicza możliwość „dojechania” blisko do blatu;
  • podłokietnikiem krótkim – ułatwia podjeżdżanie do stołu i aktywny napęd, mniejsze ryzyko „klinowania się” przy ścianach, ale daje mniej powierzchni podparcia dla przedramienia.

Przy osobach aktywnie napędzających wózek częściej wybiera się niższe, krótsze podłokietniki lub wręcz ich brak w części dnia, aby nie blokowały ruchu kół i nie ograniczały pracy obręczy barkowej. U osób, które w wózku głównie odpoczywają, przeważają wyższe i bardziej zabudowane rozwiązania, zapewniające wyraźne podparcie rąk.

Regulacja podłokietników pod kątem funkcji rąk

Oprócz pozycji barku liczy się też to, co użytkownik robi rękami w ciągu dnia. Inaczej ustawia się podłokietniki u osoby, która większość czasu trzyma tablet czy książkę, inaczej u kogoś, kto intensywnie korzysta z joysticka, a jeszcze inaczej u osoby wymagającej karmienia.

  • Podłokietnik jako „półka robocza” – ustawiony wyżej, z opcją dodatkowego nakładania stolika lub klinu; dobre rozwiązanie dla osób z ograniczoną kontrolą tułowia, które potrzebują stabilnego oparcia dla łokci podczas manipulacji;
  • Podłokietnik jako wsparcie transferu – bardziej solidny, ustawiony na tyle nisko, by ręka mogła się na nim zaprzeć przy podnoszeniu się, często z miękką, ale twardo osadzoną nakładką;
  • Minimalistyczny podłokietnik „awaryjny” – wąski, nieprzeszkadzający przy napędzie, pełniący funkcję głównie zabezpieczającą przed wypadnięciem ręki.

Na etapie pierwszego dopasowania dobrze jest przećwiczyć typowe czynności: jedzenie, sięganie po pilota, korzystanie z urządzeń mobilnych. Wtedy łatwiej zdecydować, czy podłokietniki częściej przeszkadzają, czy realnie pomagają.

Podparcia boczne: stabilizacja tułowia a ryzyko „zamknięcia”

Podparcia boczne tułowia mają dwa główne zadania: ograniczać nadmierny przechył oraz pomagać utrzymać miednicę w zaplanowanej pozycji. Jednocześnie potrafią mocno ograniczyć swobodę ruchu i poczucie samodzielności, jeżeli są ustawione zbyt agresywnie.

Najczęściej rozważa się dwie strategie:

  • stabilizacja „kontaktowa” – podparcia ustawione blisko tułowia, ale nie wciskające go; dotyk czuć dopiero przy większym odchyleniu na bok, co pozwala na niewielkie, spontaniczne ruchy;
  • stabilizacja „gorsetowa” – podparcia przylegają do żeber przez większość czasu, wyraźnie ograniczając przechył; zapewnia większe bezpieczeństwo przy znacznej niestabilności, ale zmniejsza zakres ruchu podczas sięgania rękami.

Przy dzieciach lub osobach z dużą skoliozą terapeuta zwykle zaczyna od ustawienia bardziej „gorsetowego”, aby sprawdzić, ile korekcji deformacji ciało jest w stanie tolerować bez bólu czy pogorszenia oddechu. Jeśli pojawia się dyskomfort, część korekcji się oddaje, przechodząc bliżej wariantu kontaktowego.

Regulacja wysokości i głębokości podparć bocznych

Oprócz „siły” docisku liczy się też to, gdzie dokładnie podparcia dotykają ciała. Dwa częste błędy to ustawienie podparć zbyt wysoko (ucisk pod pachą) lub zbyt nisko (pchnięcie w miednicę zamiast w tułów).

Przy wspólnej regulacji z terapeutą analizuje się m.in.:

  • wysokość względem żeber – podparcia najlepiej działają, gdy energię przechyłu przejmują na poziomie środkowej części tułowia, a nie na wąskim obszarze pod pachą lub nad talerzem biodrowym;
  • głębokość względem linii pachowej – odsunięte zbyt do przodu ograniczają ruch ręki i utrudniają sięganie do stołu, zbyt do tyłu nie zatrzymają przechyłu, gdy użytkownik „ucieknie” miednicą na bok;
  • kształt i wyprofilowanie – węższe, twardsze klocki działają bardziej „korekcyjnie”, szerokie, miękkie „skrzydełka” są łagodniejsze, ale mniej precyzyjne.

Przy osobach, które często kaszlą, mają problemy z oddechem lub bólem żeber, zwykle wybiera się większą powierzchnię podparcia z miękką wyściółką, rozkładającą nacisk. U osób z niewielkim przechyłem, lecz znaczną wiotkością, wystarczają węższe podpory ustawione głównie jako „przypomnienie” granicy ruchu.

Relacja między podparciami bocznymi a pasami

Podparcia boczne rzadko działają w izolacji. Ich skuteczność zależy od współpracy z pasem biodrowym, pasem piersiowym lub szelkami. Można porównać dwa typowe układy:

  • „szkieletowy” – więcej pracy dla pasów – niższe, bardziej kontaktowe podparcia boczne, a główne utrzymanie pozycji zapewniają pasy; mniejsze ryzyko punktowego ucisku na żebra, ale użytkownik jest mocniej „przypięty”;
  • „korytarzowy” – więcej pracy dla podparć – stabilne, wyżej ustawione podpory boczne, pasy jedynie domykają ustawienie; sylwetka ma określony „tunel” ruchu, ale czuje się mniej „wiązana”.

Podczas pierwszego dopasowania dobrze jest przetestować obie opcje, bo odczucia użytkownika bywają bardzo różne. Niektórzy znoszą sztywne podparcia lepiej niż pasy, które kojarzą z ograniczaniem wolności. Inni odwrotnie – wolą elastyczny pas piersiowy niż twarde „skrzydełka” przy żebrach.

Kontrola końcowa i „robocze” kompromisy z terapeutą

Po wyregulowaniu podnóżków, podłokietników i podparć bocznych warto jeszcze raz spojrzeć na całą sylwetkę – od stóp po głowę – i zestawić ze sobą trzy perspektywy: użytkownika, opiekuna i terapeuty.

  • Użytkownik zwraca uwagę na subiektywny komfort, poczucie bezpieczeństwa, swobodę oddychania i możliwość wykonywania codziennych czynności (telefon, książka, napęd, joystick).
  • Opiekun patrzy na łatwość obsługi: czy da się szybko zapiąć pasy, czy nic nie przeszkadza przy karmieniu, ubieraniu, transferach, czy elementy regulacyjne nie są zbyt skomplikowane.
  • Terapeuta ocenia ryzyko deformacji, przeciążeń i odleżyn w dłuższej perspektywie oraz to, czy w ustawieniu pozostaje jeszcze „margines” na zmęczenie, wzrost spastyczności czy zmiany wagi.

Zwykle końcowa pozycja jest kompromisem pomiędzy tymi trzema spojrzeniami. Dobrą praktyką jest zapisanie najważniejszych parametrów (wysokość podnóżków, ustawienie pasów, tilt, kąt oparcia, pozycja podparć bocznych) oraz ustalenie z terapeutą, które z nich opiekun lub sam użytkownik może bezpiecznie modyfikować w domu, a których lepiej samodzielnie nie ruszać.

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Czym różni się odbiór sprzętu rehabilitacyjnego od pierwszego dopasowania z terapeutą?

Odbiór sprzętu to głównie procedura techniczno-formalna: sprawdzanie zgodności z zamówieniem, dokumentów, numerów seryjnych, podstawowej obsługi (hamulce, składanie, blokady). W centrum jest „produkt” – rama, akcesoria, kompletność wyposażenia.

Pierwsze dopasowanie terapeutyczne jest skupione na człowieku: pozycji ciała, bezpieczeństwie, komforcie i funkcji. Terapeuta obserwuje użytkownika na sprzęcie, zmienia kąty, wysokości, ustawia pasy i podparcia, ocenia ból i stabilność. Gdy wszystko robi się „hurtem” w jednej krótkiej wizycie, zwykle traci się albo na jakości dopasowania, albo na rzetelnej kontroli sprzętu.

Co zabrać na pierwsze dopasowanie wózka lub innego sprzętu z terapeutą?

Przydaje się wszystko, co pokazuje stan zdrowia i dotychczasowe funkcjonowanie użytkownika. Kluczowe są orzeczenia, wypisy ze szpitala, opisy przykurczów, skoliozy, niestabilności stawów oraz zalecenia lekarzy dotyczące pozycji (np. półleżąca, ograniczenie zgięcia biodra, profilaktyka odleżyn).

Dobrze mieć też: zdjęcia lub krótkie nagrania dotychczasowego siedzenia, listę typowych dolegliwości (kiedy i gdzie boli), informacje o przebytych odleżynach i wcześniejsze pomiary ciała, jeśli były robione. W praktyce bardzo pomaga zwykła lista notatek w telefonie – konkretne przykłady typu „po 20 minutach ciągnie w prawym barku” są dla terapeuty bardziej użyteczne niż ogólne „źle się siedzi”.

Jak ubrać użytkownika na pierwsze dopasowanie wózka lub siedziska?

Najlepiej założyć takie warstwy, jakie użytkownik zwykle nosi w danym sezonie. Jeśli zimą siedzi w grubym swetrze i kurtce, a dopasowanie odbywa się zimą, niech przyjedzie w „pełnym” stroju. Inaczej podparcia, pasy i szerokości zostaną ustawione na cienką bluzkę, a w codziennym, grubszym ubraniu zaczną uciskać.

Dobrym kompromisem jest omówienie z terapeutą dwóch wariantów: „zimowego” i „letniego”. Terapeuta może np. pokazać, o ile poluzować pas biodrowy albo jak zmienić ustawienie podłokietników, gdy zmienia się grubość ubrań. Ważniejsze jest odwzorowanie typowej sytuacji niż „ładny strój na wizytę”.

Ile czasu powinno trwać pierwsze dopasowanie sprzętu?

Najczęściej potrzeba co najmniej 60–90 minut spokojnej pracy. Przy prostszych przypadkach wystarczy czas bliżej godziny, ale przy bardziej złożonych problemach (przykurcze, duże skoliozy, wysokie ryzyko odleżyn) realnie potrzeba dłuższej sesji, czasem z przerwami.

Krótka, 20–30‑minutowa wizyta zwykle kończy się ustawieniem „na szybko”: bez dokładnego sprawdzenia tolerancji pozycji, reakcji bólowych czy możliwości samodzielnego napędzania wózka. Bezpieczniej jest zaplanować dłuższy slot i mieć komfort, że nie trzeba rezygnować z ważnych regulacji, bo „już jedzie transport”.

Czy sprzęt na co dzień w domu powinien być ustawiony inaczej niż wyjazdowy?

Tak. Sprzęt „domowy” zwykle służy do długotrwałego siedzenia w jednej przestrzeni, więc priorytetem są: komfort, odciążenie, profilaktyka odleżyn, dobra stabilizacja tułowia i głowy oraz możliwość odpoczynku w tej samej pozycji. Częściej stosuje się większy przechył, wyższe oparcie i więcej podparć bocznych.

Sprzęt „wyjazdowy” lub aktywnościowy stawia na coś odwrotnego: swobodę ruchu, łatwość samodzielnego napędzania, dobrą widoczność i manewrowość, możliwość wjazdu do samochodu. Tu częściej wybiera się bardziej „bojową”, pionową pozycję, czasem kosztem maksymalnego komfortu. Z terapeutą można poszukać kompromisu, np. dwóch ustawień: jedno bardziej aktywne na wyjścia, drugie bardziej odciążające do dłuższego siedzenia.

Kto za co odpowiada podczas pierwszego dopasowania – terapeuta, technik, użytkownik i opiekun?

Terapeuta odpowiada za stronę kliniczną: pozycję miednicy, tułowia i głowy, bezpieczeństwo stawów, profilaktykę odleżyn oraz to, czy ustawienia wspierają cele rehabilitacyjne. Technik lub serwisant zajmuje się stroną techniczną – wie, co da się wyregulować, jak to zrobić bezpiecznie i czego nie wolno zmieniać ze względu na konstrukcję czy gwarancję.

Użytkownik decyduje o własnym komforcie: zgłasza ból, ucisk, brak poczucia stabilności. Opiekun z kolei ocenia, czy codzienne korzystanie z ustawień jest realne – czy zdoła przenieść sprzęt, przepinać pasy, manewrować w łazience czy w samochodzie. Dobre dopasowanie powstaje właśnie z połączenia tych czterech perspektyw, a nie tylko z „idealnej” pozycji na zdjęciu.

Czy trzeba być wyspanym i po lekach na pierwsze dopasowanie sprzętu?

Tak, bo zmęczenie, ból czy brak nawodnienia mocno zmieniają napięcie mięśniowe, tolerancję pozycji i sposób siedzenia. Osoba, która przyjedzie skrajnie niewyspana lub odwodniona, może wyglądać na „słabszą” niż zwykle, a ustawiony pod to sprzęt okaże się niewygodny w normalnym dniu.

Podobnie z lekami – szczególnie tymi na napięcie mięśni, ból czy krążenie. Najlepiej, by dopasowanie odbywało się w takim samym „oknie działania” leków, w jakim użytkownik będzie zwykle siedział w sprzęcie. To ogranicza ryzyko, że po zmianie pory dnia ustawienia nagle przestaną się sprawdzać.

Bibliografia

  • Seating and Wheeled Mobility: A Clinical Resource Guide. Slack Incorporated (2017) – Przewodnik kliniczny po dopasowaniu wózków i systemów siedzenia
  • RESNA Position on the Application of Wheelchair Seating for Positioning and Pressure Management. Rehabilitation Engineering and Assistive Technology Society of North America (2010) – Zalecenia dot. ustawień siedziska i profilaktyki odleżyn
  • Guidelines on the Provision of Manual Wheelchairs in Less Resourced Settings. World Health Organization (2008) – Wytyczne WHO dot. doboru, dopasowania i szkolenia użytkowników wózków
  • Clinical Application of Neuromuscular Techniques: Volume 2 – The Lower Body. Churchill Livingstone Elsevier (2011) – Informacje o przykurczach, ustawieniu miednicy i wpływie na pozycję siedzącą
  • Prevention and Treatment of Pressure Ulcers/Injuries: Clinical Practice Guideline. European Pressure Ulcer Advisory Panel / National Pressure Injury Advisory Panel / Pan Pacific Pressure Injury Alliance (2019) – Wytyczne dot. ryzyka odleżyn, pozycji, czasu siedzenia i odciążania
  • ISO 7176-26: Wheelchairs – Part 26: Vocabulary. International Organization for Standardization (2007) – Norma z definicjami elementów wózka i terminologii używanej przy dopasowaniu
  • Occupational Therapy Practice Guidelines for Adults With Neurologic Conditions. American Occupational Therapy Association (2015) – Zalecenia OT dot. oceny funkcjonalnej, celów terapii i doboru sprzętu

Poprzedni artykułJak ustawić krzesło i biurko, by wspierać postawę dziecka podczas nauki
Oliwia Kozłowski
Oliwia Kozłowski tworzy treści, które łączą rehabilitację z codziennym funkcjonowaniem dziecka: ubieraniem, jedzeniem, zabawą i aktywnością poza domem. Na Krabat.pl proponuje rozwiązania małe, ale konsekwentne, wspierające samodzielność i poczucie sprawczości. Jej styl pracy opiera się na obserwacji, testowaniu prostych adaptacji oraz zbieraniu informacji zwrotnych od rodziców i opiekunów. Dba o rzetelność: oddziela fakty od opinii, wskazuje ograniczenia porad i zachęca do konsultacji, gdy pojawiają się objawy bólu lub regres. Lubi praktyczne listy kontrolne i jasne kryteria bezpieczeństwa.